Parakraj

6

Potrzeba dwustu osób, żeby zamienić 15 ton sprzętu w gigantyczną scenę, na której już za miesiąc w Asunción wystąpią Ghost, Slayer i gwiazda wieczoru – Iron Maiden. Anglicy wiedzą, jak przypodobać się gospodarzom: ich przyjazd zapowiadają plakaty z okładką słynnego singla „The Trooper”, na której flagę brytyjską zamieniono na paragwajską. Najbardziej zadowolonym fanem jest zapewne Horacio Cartes, od zeszłego tygodnia prezydent kraju – militarystyczny utwór sławiący wojskową szarżę jest mu bardzo na rękę, bo trzy dni po zaprzysiężeniu sam musiał wysłać do akcji żołnierzy. Oficjalnie: żeby zwalczyć lewacką partyzantkę, liczącą mniej bojowników, niż jest uczniów w przeciętnej polskiej klasie. Nieoficjalnie: żeby pozbyć się konkurencji zagrażającej jego niejasnym interesom.

Iron Maiden Paragwaj
„The Trooper” w rządowych walkmanach, partyzanci wolą „Run to the Hills” (Fot. Iron Maiden/The Trooper)

Partyzanci z Ejército del Pueblo Paraguayo zaatakowali w departamencie San Pedro, słynącym z hodowli bydła – Paragwaj niespodziewanie eksportuje już więcej wołowiny, niż dominująca niegdyś na rynku sąsiednia Argentyna. Na jednym z wielkich latyfundiów uprowadzili pięciu strażników: czterech zamordowali jednak niemal na początku ucieczki, a ciało piątego także odnaleziono w pewnej odległości od miejsca przestępstwa. Oddział miejscowej policji zdołał nawet dogonić bojowników, ale po krótkiej strzelaninie, w której ranny został jeden z funkcjonariuszy, mundurowi musieli się wycofać. Wczoraj parlament udzielił świeżo zaprzysiężonemu prezydentowi specjalnych uprawnień, dzięki którym do walki z marksistami będzie mogło zostać wysłane wojsko.

To nie pierwszy raz, kiedy żołnierze mają się brać za bary z bojownikami z północy. W 2010 roku w tamtejszych departamentach wprowadzono stan wyjątkowy, po tym jak partyzanci dokonali kilku głośnych morderstw i porwań – po paru miesiącach pogoni mundurowi zastrzelili szefa przeciwników, Severiano Martineza, choć był to jeden z niewielu sukcesów jakie udało im się wtedy odnieść.

EPP jest dla kolejnych rządów jak dziura w zębie – nie stanowi prawdziwego zagrożenia dla reszty ciała, ale jest wystarczająco uciążliwa żeby wpływać na jego złe samopoczucie. Marksistowska partyzantka oficjalnie zawiązała się w 2008 r., choć większość jej dowódców już wcześniej była zamieszana w różne akcje zbrojne, np. porwanie córki byłego prezydenta Raúla Cubasa w 2004 r. – mimo, że polityk zapłacił 800 tys. dolarów okupu, dziewczyna została zamordowana. EPP oficjalnie dąży do ogólnokrajowej rewolucji, ale nawet członkowie grupy muszą sobie zdawać sprawę z własnych ograniczeń: w szczytowym momencie było ich prawdopodobnie około setki, dziś służby specjalne szacują ich liczbę na 15-30 osób. Mimo to, władze nie potrafią sobie z nimi poradzić nawet przy pomocy DEA, amerykańskiej agencji rządowej do walki z narkotykami. Partyzantka ma rzekomo czerpać z nich dochody: trudno dostępny matecznik grupy na północy kraju znany jest z upraw marihuany, po którą chętnie zgłaszają się wysłannicy zarówno Primeiro Comando da Capital, jak i Comando Vermelho, dwóch największych brazylijskich gangów. Bojownicy są jednak trudni do wytropienia nie tyle dzięki pieniądzom i geografii, ale przede wszystkim wsparciu miejscowej ludności. Której intencje także stymulują Brazylijczycy, ale akurat nie ci z grup przestępczych.

Większość latyfundiów, które atakuje EPP należy właśnie do obywateli największego kraju Ameryki Łacińskiej, tak jak farma, gdzie w zeszłym tygodniu uprowadzili strażników. Pierwsi Brazylijczycy zaczęli wykupywać duże połacie ziemi u południowego sąsiada jeszcze w latach 60., za dyktatury Alfredo Stroessnera – dziś, według szacunków organizacji pozarządowych, trzymają w ręku nieco ponad milion hektarów. To i tak niewiele, bo dawny przywódca zdołał swoim poplecznikom rozdać za półdarmo łącznie 8 mln hektarów, przez co dziś w całym Paragwaju aż 77 proc. ziem uprawnych należy do zaledwie 1 proc. mieszkańców, to największa dysproporcja w całym regionie. Nietrudno o niepokoje: gwałtowne chłopskie bunty powtarzają się dość regularnie, w zeszłym roku starcie policji z bezrolnymi wieśniakami doprowadziło do śmierci 17 osób i stało się bezpośrednią przyczyną impeachmentu prezydenta Fernando Lugo. Sprawa jak dotąd pozostała bez rozwiązania, a w lutym prokurator zażądał nawet 25 lat więzienia dla… dziesiątki rolników, która przeżyła masakrę.

Nic dziwnego, że EPP znajduje szerokie wsparcie wśród sfrustrowanych wieśniaków. Reforma rolna, jaką szeroko zapowiadał Fernando Lugo, nigdy nie weszła w życie, a po odwołaniu polityka ze stanowiska, jego następca niemal natychmiast spotkał się z reprezentacją „brasiguayos”, jak złośliwie nazywa się Brazylijczyków żyjących z ziemi w Paragwaju. Te niejasne transgraniczne związki trafiły nawet do popkultury – w filmie „VIPs” z 2010 r., Wagner Moura (polskim widzom znany z głównej roli w obu częściach „Elitarnych”) gra pilota, który w trakcie kariery trudni się przemytem narkotyków z Paragwaju do Brazylii na zlecenie bogatego latyfundysty:

Lugo miał zresztą z EPP osobisty problem – Manuel Cristaldo Mieres, jeden z przywódców partyzantów, służył do mszy jako ministrant w parafii gdzie przyszły prezydent pracował jeszcze jako proboszcz. Świeżo zaprzysiężony Horacio Cartes takiego obciążenia nie ma. To reprezentant Colorados, partii, której 61-letnie rządy przerwał dopiero wybór właśnie byłego biskupa, głośno mówiącego o nierównościach społecznych i potrzebie reformy rolnej. Choć Cartes to polityczny neofita (do ugrupowania wstąpił dopiero w 2009 r., wcześniej nie chodził nawet na wybory), to swój ogromny majątek zbił między innymi na rolnictwie i hodowli tytoniu. Co więcej, nowa głowa państwa nie może się pochwalić krystalicznie czystą kartoteką. W 1989 r. trafił do więzienia za oszustwa podatkowe, w 2000 r. na jego farmie znaleziono samolot wypełniony po brzegi narkotykami, cztery lata później parlamentarna komisja oskarżyła go o przemyt papierosów, a wśród dokumentów ujawnionych przez WikiLeaks jest depesza z 2010 r., w której amerykańscy dyplomaci twierdzą, że Cartes dorabia sobie praniem brudnych pieniędzy gangsterów. Trudno się pozbyć wrażenia, że prezydent posyła wojsko nie tyle po to, żeby ukrócić bezprawie, tylko żeby pozbyć się konkurencji.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

6 KOMENTARZE

  1. Miałem na myśli spontaniczną autorkę tytułu – tekst popełniłem już sam.

    Pzdr

  2. Zjadłeś cyferkę w zdaniu: „W 1989 r. trafił do więzienia za oszustwa podatkowe, w 200 r. na jego farmie znaleziono samolot wypełniony po brzegi narkotykami”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here