Dekonstruktywizm dyktatora

13

Zaha Hadid na brak nagród nie narzeka. Brytyjska architekt w ciągu kariery zdobyła tyle branżowych wyróżnień (jest pierwszą kobietą w historii, której dano Pritzkera), że z samych tylko statuetek można by zbudować most nad Tamizą. A niedługo dołoży do tej kolekcji kolejny tytuł, bo prawdopodobnie zostanie uhonorowana przez londyńskie Design Museum za skonstruowane według jej planów centrum kulturalne. Które upamiętnia zmarłego dyktatora i powstało z naruszeniem praw człowieka, co jednak u kolegów Hadid po fachu zdaje się nie budzić większych zastrzeżeń: najwięksi światowi architekci chętnie pracują dziś dla zleceniodawców o dość wątpliwej reputacji.

CKHAŚwiątynia Opatrzności Bożej, edycja Baku (Fot. Zaha Hadid Architects)

Budynek zaprojektowany przez Zahę Hadid miał się początkowo nazywać Azerbejdżańskim Centrum Kultury, ale rządząca klika postanowiła jednak, że nie będzie się bawić w pozory i w rezultacie nazwę kraju zastąpiono nazwiskiem Hajdara Alijewa. To były dyktator tego azjatyckiego państwa, który stanął na jego czele w 1969 r., jeszcze jako I sekretarz miejscowej partii komunistycznej, a po upadku ZSRR utrzymał władzę jako prezydent aż do śmierci 11 lat temu. Pałeczkę płynnie przejął wówczas jego syn Ilham, który dba o rodzinę równie gorliwie, co tata. Miejsca w rządzie, oraz kluczowych stanowiskach w państwowej telewizji i największych krajowych banków rozdał klanowi Pashajewów, z którego wywodzi się jego żona. Dla pomieszczenia jej imponującej kolekcji, w zeszłym roku otwarto w Baku imponujące Muzeum Sztuki Współczesnej, które pozwolono zaprojektować jej szwagrowi. Alijew wie jednak, że uwagę zagranicznych gości od niewygodnych pytań najlepiej jest odwracać przy pomocą znanych nazwisk. Postawił więc na Zahę Hadid, co do której miał pewność, że nie będzie się przejmować przymusowymi wysiedleniami tysięcy osób z przyszłego placu budowy – w końcu nawet się nie zająknęła, gdy wcześniej to samo robili Chińczycy, dla których projektowała Soho Galaxy.

Zdaniem obrońców praw człowieka nie przejmuje się też kolega Hadid, Norman Foster. Brytyjczyk z zapałem rozbudowuje Astanę, młodą stolicę Kazachstanu – według jego planów wzniesiono tam już między innymi wyjęty żywcem ze słabego filmu science-fiction Pałac Pokoju i Pojednania, oraz centrum handlowe Khan Shatyr, znane szerzej jako największy namiot świata. Foster projektuje też miejscowy kampus uniwersytecki i chwali się, że ma sporo planów związanych z miastem, w którym urzęduje Nursułtan Nazarbajew: władca Kazachstanu od 1989 r. (choć później niż Alijew, to też zdążył się załapać na stanowisko I sekretarza parii komunistycznej), pod którego rządami tępiona jest wolność słowa, opozycjoniści są torturowani w więzieniach, a policja otwarcie masakruje demonstrantów.

Brytyjczyk czuje jednak na karku oddech konkurencji. W zeszłym roku kazachska stolica z pompą zainaugurowała własną operę według projektu Paolo Desideriego. Budynek wyłożony marmurami z Sycylii miał kosztować ponad 500 mln euro, ale w krótkim czasie pochłonie zapewne drugie tyle – Astana za grube pieniądze ściąga bowiem na występy zespoły mediolańskiej La Scali, neapolitańskiego San Carlo, rzymskiej opery, a nawet kanadyjskiego Cirque du Soleil.

Kazachstan próbuje przejąć kulturalną pałeczkę od Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które przez lata po prostu importowały słynny festiwal wagnerowski z bawarskiego Bayreuth. Szejkowie, którzy otwarcie dyskryminują większość mieszkańców swojego kraju (oraz regularnie przekręcają wyniki zawodów sportowych) łatwo się jednak nie dadzą, a już na pewno nie na polu architektury. W ciągu kilku najbliższych lat mają zamiar przecinać wstęgi na ukończonych budowach Muzeum Narodowego (Norman Foster), filharmonii (Zaha Hadid), Muzeum Morskiego (Tadao Ando), czy większej od oryginału filii Muzeum Guggenheima (Frank Gehry). Prawdziwą perłą w koronie ma być jednak otwarcie pierwszej w historii zagranicznej filii Luwru, której siedzibę projektował zresztą Francuz, Jean Nouvel.

Póki co, dla najlepszych architektów świata trwa prawdziwa bonanza, bo zasilane ropą i gazem autorytarne rządy nie liczą się z kosztami. Nic jednak nie jest wieczne. Pod koniec XIX w., w środku boomu kauczukowego, brazylijska burżuazja z Manaus zapragnęła pokazać światu swoją finansową potęgę i za astronomiczne pieniądze postawiła w środku dżungli opływającą w luksusy operę, którą popadła w ruinę, gdy tylko produkcja cennego surowca przeniosła się do Azji. Zaha Hadid chyba zdaje sobie z tego sprawę, bo właśnie ogłosiła, że spróbuje sił jako projektantka strojów kąpielowych. Mądry ruch: dyktatorów pragnących się pochwalić gmachem opery może kiedyś zabraknąć, ale ludzi, którzy chcą dobrze wyglądać na plaży, raczej nie.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

13 KOMENTARZE

  1. Zaha Hadid nie jest jedyną kobietą, która otrzymałą Pritzkera. W 2010 roku nagroda ta powędrowała przecież do damsko-męskiego duetu SANAA.

  2. Damn, dwie wtopy w jednym tekście… Pierwsza tym bardziej wstydliwa, że znam gościa, który z nimi występuje.

    Oba błędy poprawione, dzięki za uwagę.

  3. Tyle i wiele wiele więcej. W 2012 roku pojawiły się informacje że Azerbejdżan za sponsoruje budowę najwyższego budynku na świecie, który ma być częścią Khazar Islands – 41 sztucznych wysp na Morzu Kaspijskim, 24 kilometry na południe od Baku.
    Jednak chyba jeszcze większe wrażenie robi Abraj Al Bait, który nie jest w budowie tylko jest już ukończony i stoi w paru metrach od Świętego Meczetu.

  4. Abraj Al Bait faktycznie robi wrażenie – dziecka szalonej nocy Pałacu Kultury i kasyna Bellagio w Las Vegas. Nie wiem też czy Hadid / Foster / Gehry zasługują na aż taki ostracyzm. Brutalna prawda jest taka, że budynki zaprojektowałby tam dowolny inny architekt, ale tylko oni jako absolutny top topów w architekturze takie propozycje dostali. Pomijam kwestię tego, czy znane nazwisko gwarantuje imponującą budowlę (vide. Złota 44 w Warszawie), czy ten namiot Gehrego w Kazachstanie. Już widzę prezentację na której został przedstawiony jako nawiązanie do nomadycznych tradycji koczowniczych plemion, które od wieków podążają kazachskimi stepami.

  5. Abraj Al Bait to prawdopodobnie statek kosmiczny gotowy do odpalenia.

    Marcin:

    Właśnie dlatego to ci architekci zasługują na większe słowa krytyki – jako taki top topów, mogliby sobie darować branie zleceń od dyktatorów, nie zbiednieliby (analogicznie, Beyonce też wystarczyłoby na farbę do włosów, nawet gdyby nie wzięła pamiętnej fuchy u Kaddafiego).

    Swoją drogą, ze statystyk wynika, że ten post cieszy się większą popularnością, niż np. taki o marihuanie. Oficlanie wygrałem internet.

  6. Połączyłeś „jak żyją bogaci” (Alijew)z „jestem bogaty i nie obchodzi mnie skąd pochodzą pieniądze, które mi płacą” (Hadid) z wykorzystywaniem biednych i takich za którymi nikt się nie wstawi (budowlańcy z Kataru).Trudno o bardziej skuteczny miks. Gdyby w artykule był jeszcze jakiś skandal z wyuzdanym seksem i więcej piłki nożnej, byłby popularniejszy niż kanonizacja JPII.

    A wracając do artykułu mam wątpliwości czy nie biorąc dyskuzyjnych zleceń ci architekci rzeczywiście byliby tak popularni/zamożni. Zostawmy na boku kwestię etyki, wszyscy oszczędnie gospodarują moralnością. Ale jakoś nie przypominam sobie budowli w „krajach rozwiniętych” przy której powstaniu architekt dostałby całkowicie wolną rękę. Nikt w Nowym Jorku nie zgodzi się na postawienie budynku w kształcie wielkiego jointa, nawiązujac do holenderskich korzeni tego miejsca (mimo niewątpliwego żalu mieszkańców Little Jamaica), a w Łodzi nikt nie zgodzi się na budynek w kształcie bezrobocia, czy dzieci z beczek (trudno o inne symbole miasta). Gdzieś więc muszą się wyszaleć, zdobyć fame, który potem będzie można zdyskontować budując apartamentowiec w Warszawie, Paryżu czy innym mieście. Zwłaszcza, że zapominamy, że to już nie są małe pracownie projektowe mieszczące się w piwnicach, ale wielkie firmy, które nieustannie potrzebują nowych dużych zleceń. Nazwisko architekta jest tylko wabikiem, podpisem na planie budynku. A architekci jeść coś muszą. Nawet jeśli są to kawior, trufle i czekolada z drobinkami złota.

  7. Nie tylko architekci przecież pracują dla dyktatorów – słynny był przypadek Denisa Rodmana, który jeździł robić szoł do Korei Północnej.

  8. Marcin:

    Ale ci architekci realizują imponujące projekty w miejscach, gdzie nie płacą im ludzie na codzień torturujący co bardziej wyszczekancyh obywateli. Pierwszy przykład z brzegu: Hiszpania, patrz Bilbao i Walencja. Inna sprawa, czy np. mieszkańcy tej ostatniej są zadowoleni z inwestycji.

  9. Hiszpania nie jest moim zdaniem dobrym przykładem. W tym państwie jeszcze niedawno budowano wszystko, wszędzie i za każde pieniądze, bo banki chętnie kredytowały nawet najbardziej kretyńskie pomysły. Efekt widać teraz z hiszpańskich autostrad – przejeżdżasz koło miast-pustostanów, których jedynym racjonalnym zastosowaniem jest bycie obiektami ćwiczebnymi dla wojska.
    Nie odchodźmy jednak od meritum – świadome pobieranie „krwawego” wynagrodzenia jest karygodne niezależnie od tego w jakim zawodzie pracujesz.

  10. @DZ „Ale ci architekci realizują imponujące projekty w miejscach, gdzie nie płacą im ludzie na codzień torturujący co bardziej wyszczekancyh obywateli. ”
    Kiedy porównasz obroty dużych biur architektonicznych (100+ pracowników), w tym szczególnie tych należących do starchitektów, to większość przychodów generują miejsca takie jak Chiny, ZEA, Arabia Saudyjska, Rosja, środkowa poradziecka Azja… Hiszpania czy inne UK to pojedyncze realizacje. Jedni wzruszają ramionami na ten stan rzeczy (Zaha), inni podtrzymują swój odwieczny cynizm (OMA), jeszcze inni siedzą cicho (np. gmp i inne biura niemieckie) – ale kasa musi się zgadzać, przy tak ogromnych kosztach stałych, jakie mają te firmy, moralność jest zdecydowane za droga by zmieściła się w specyfikacji projektu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here