Trzy paski, nos płaski

3

Umięśniony, łysy, z wyraźnie złamanym przed laty nosem, może nawet jakimiś bliznami na twarzy. Firmy sportowe przeważnie jak ognia unikają skojarzeń z tego rodzaju klientelą. Dla wielu z nich dres z trzema paskami albo bluza z charakterystyczną łyżwą na mężczyźnie, po którym na pierwszy rzut oka widać, że nie raz targał się z kimś za uszy, to po prostu antyreklama. Skojarzenia są z reguły jednoznaczne: bandyta, złodziej, w najlepszym razie drobny chuligan. Dokładnie takie same stereotypy ciążą na mieszanych sztukach walki, których zawodnicy nie wyglądają na ministrantów. Nic dziwnego, że sportowi giganci przez lata unikali sponsorowania imprez MMA.

Nadeszły jednak nowe czasy. Adidas właśnie odważnie wszedł na rynek MMA w Brazylii, ojczyźnie tego sportu. Wcale nie jest prekursorem, konkurencja już dawno zauważyła, gdzie są pieniądze.

SilvaGłowa do góry, sponsorzy już się garną (Fot. Maciej Okraszewski/Dział Zagraniczny)

Dana White, prezes Ultimate Fighting Championship, największej i najważniejszej federacji MMA, lubi powtarzać, że to „najszybciej rozwijający się sport świata”. Patrząc na liczby, trudno nie przyznać mu racji. Kiedy bracia Fertitta, przedsiębiorcy z Las Vegas, kupowali UFC w 2001 r., kosztowało ich to niecałe 2 mln dolarów. Dziś firma co roku zarabia na czysto 250 razy tyle, a Forbes ocenia łączną jej wartość na 2 mld dolarów. Gale organizacji z komentarzem w 30 różnych językach są transmitowane w 149 krajach świata, a w wielu z nich urządzane na żywo (w Polsce UFC zadebiutuje w przyszłym roku w łódzkiej Atlas Arenie; w tej chwili w federacji zatrudnionych jest trzech Polaków, a według MMARocks.pl, największego polskiego portalu zajmującego się tym sportem, niedługo dołączą do nich kolejni). Dla reklamodawców te liczby pachną pieniądzem.

Jeszcze na początku poprzedniej dekady najlepsi zawodnicy mogli liczyć na wsparcie finansowe co najwyżej niszowych firm powiązanych z branżą, jak TapouT albo Bad Boy. Ale już pod jej koniec, do gry weszli duzi gracze. Reality show „The Ultimate Fighter”, czyli z grubsza „Top Model” z bardzo dużą ilością testosteronu, ściągało takie firmy jak Harley-Davidson, Burger King, czy Bacardi. Sponsorem Rashada Evansa, byłego mistrza UFC w wadze półciężkiej (odkrytego właśnie w „TUF”), został Microsoft. Georges St-Pierre, dominator w wadze półśredniej, podpisał kontrakty z Gatorade i Under Armour. Nawet Cheick Kongo, bez porażających sukcesów na koncie, załapał się na pieniądze od Forda. Miarą sukcesu są jednak bez wątpienia dopiero umowy z wielką trójką odzieżowych gigantów. W samym tylko UFC, Nike sponsoruje już Jona Jonesa, Juniora dos Santosa i Andersona Silvę, a Reebok za chwilę też po raz pierwszy pojawi się w klatce za sprawą Johnny’ego Hendricksa, który już w przyszłym tygodniu będzie walczył o mistrzostwo wagi półśredniej. Do rywali może niedługo dołączy też Adidas, który póki co podpisał umowy sponsorskie z dwoma mniejszymi organizacjami – w USA i kolebce tego sportu, Brazylii.

Co piąty zawodnik w UFC to Brazylijczyk. Stąd pochodzą José Aldo i Renan Barão obecni mistrzowie organizacji w dwóch różnych kategoriach wagowych, oraz Anderon Silva, uznawany za najlepszego zawodnika wszech czasów, który w lipcu przegrał pierwszą walkę od siedmiu lat tylko z własnej głupoty. W zasadzie nie ma żadnej kategorii wagowej, w której sportowcy z tego kraju nie byliby pretendentami do tytułów, albo chociaż gwiazdami. Nawet ci z latynoskich zawodników, których kariery już dawno przebrzmiały, wciąż są dobrą marką na mniejszych galach na całym świecie. To nie przypadek, dzisiejszy boom na MMA to właśnie zasługa Brazylijczyków. Chociaż walki „bez zasad”, lub takie, w których konfrontowano różne style (w 1976 r. nawet Muhammad Ali zmierzył się w ringu z zapaśnikiem Antonio Inokim, ale pojedynek był obwarowany licznymi obostrzeniami i ostatecznie okazał się nudną klapą) organizowano także w innych krajach, to formuła najbardziej chwyciła w dawnej portugalskiej kolonii. Turnieje „vale tudo” (port. „wszystko dozwolone”) przyciągały miejscową widownię jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku, a trzy dekady później były już w pełni rozwinięte, z gwiazdami w rodzaju Waldemara Santany, albo Reia Zulu. Głównymi macherami w popularyzacji nowego sportu byli członkowie rodziny Gracie, którzy chcieli w ten sposób rozreklamować szkoły brazylijskiego jiu jitsu: własnej, zmodyfikowanej wersji japońskiej sztuki samoobrony. Pod koniec lat 70. Rorion Gracie wyjechał promować swój styl do Stanów Zjednoczonych. Żeby udowodnić jego wyższość nad innymi sztukami walki, obiecywał duże pieniądze każdemu przeciwnikowi, który zdoła go pokonać – śmiałków obezwładniał jednak bez trudu, a walki nagrywał na kasety wideo, które szybko zaczęły krążyć wśród amatorów konfrontacji. W 1993 r. zorganizował pierwszy turniej UFC, w którym zmierzyli się między innymi bokser, zapaśnik, karateka i sumita. Tak narodziło się nowoczesne MMA, które generuje dziś miliardy dolarów.

Według ostrożnych szacunków, w Brazylii ten sport ma już ponad 20 mln kibiców, którzy chętnie kupują związane z nim produkty. Na amerykańskich galach UFC, Brazylijczycy są drugą najliczniejszą narodowością na trybunach po gospodarzach, a sama organizacja szybko policzyła pieniądze: jeszcze w 2011 r. zorganizowała u latynoskiego giganta tylko jeden turniej, a w tym roku już pięć. Trudno, żeby sportowe giganty tego nie dostrzegały. Adidas postanowił więc przełamać dotychczasowe stereotypy i sponsoruje już między innymi zawodnika Léo Santosa, który wygrał miejscową edycję „The Ultimate Fighter”, a od zeszłego miesiąca jest także oficjalnym partnerem czołowej miejscowej organizacji Brasil Fight. W tym tempie, być może już za kilka lat MMA będzie na rynku reklamowym niewiele gorszym rynkiem, niż piłka nożna.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

3 KOMENTARZE

  1. Odpalając wpis byłem pełen obaw czy art. będzie na poziomie, którego oczekuję za co teraz szczerze przepraszam gdyż merytorycznie nie można się przyczepić do absolutnie niczego:) Warto dodać, że atakuje również intensywnie inne rynki. Do tej pory poza USA i Brazylią organizowali już gale w Kanadzie, Anglii, Niemczech, Szwecji, Australii, Chinach, Abu Dhabi i Japonii natomiast z nowych krajów poza Polską planowane są gale w Singapurze, Szkocji, Irlandii, Turcji i Meksyku. Dodatkowo naręcone zostaną TUFy w Chinach i Indiach (!). Nieśmiało napomyka się też o planach ggali w Rosji (ale to jeszcze odległa perspektywa).
    Dobra robota dzięki

  2. Ciekawy tekst! Mam jednak odmienne zdanie w dwóch kwestiach – drobnej i mniej drobniej. Drobna: Anderson Silva nie przegrał przez swoją głupotę, ale nie chcę w tym miejscu wdawać się w polemikę, odsyłam tutaj –> http://www.lowking.pl/silva-vs-weidman-analiza-walki-technika-mma-sierpem/

    Mniej drobna kwestia dotyczy samego udziału dużych korporacji w sponsorowaniu zawodników. Jak najbardziej zgadzam się z tezą, że ci najlepsi na świecie uzyskują wsparcie od największych marek i kwoty te będą sukcesywnie rosnąć. Warto jednak zauważyć, że zawodnicy średni i słabi, którzy występują w UFC, czyli zdecydowana większość, mają coraz większe problemy z pozyskiwaniem sponsorów. Oczywiście, nie mierzą oni w Adidasa tylko jakąś relatywnie niewielką firmę odzieżową, co nie zmienia jednak faktu, że kiedyś w tym względzie bywało lepiej. Przyczyny takiego stanu rzeczy to już temat na odrębną dyskusję, bo swoją rolę odgrywa tam zarówno sytuacja ekonomiczna w USA, jak i zmieniająca się polityka UFC.

    Byłbym również odrobinę bardziej ostrożny w przewidywaniu dalszego dynamicznego rozwoju MMA na świecie, bo od pewnego momentu da się jednak zaobserwować pewną zadyszkę – to także temat na osobną dyskusję, którą już przerabiałem, ale sugeruję prześledzić chociażby wysokość sprzedaży PPV w UFC.

  3. steyr:

    Dzięki.

    Tekst jest przede wszystkim o Brazylii jako „ojczyźnie” MMA i wejściu na tamtejszy rynek zawodniczy takich gigantów sportowych jak Adidas, a nie o UFC. Choć może powstać takie wrażenie, bo był pisany przede wszystkim dla czytelników, którzy nie są kibicami, a własność Zuffy, co poradzić, jest ligą samą dla siebie. Mimo to, dzięki za dodatkowe info, słyszałem, że UFC ma plany wejść do Indii, ale nie o planowanym tam TUFie. Bardziej dziwi mnie to doniesienie o Chinach: Brazylia jako duży rynek dla tego sportu i związanych z nim produktów to oczywistość, Indie trochę mniej, ale się da, czego dobrym przykładem jest piłka nożna (pisałem o tym kiedyś pod koniec tego artykułu: http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/sport/1531153,1,chiny-chca-organizowac-igrzyska-sportowe.read), ale Chiny?

    Bartek:

    Co do Silvy i Weidmana, to zgadzam się z większością Twojej analizy, szczególnie z fragmentem, że „Brazylijczyk, czuł coraz mocniejszą i mniej kontrolowaną potrzebę pokazania całemu światu, że nic się nie stało” i tym, co piszesz o hypie wokół pretendenta: wydaje mi się, że właśnie z tego wynikało większość błędów Silvy w tym pojedynku. Ale wyciągam jednak nieco odmienne wnioski – nie umniejszając Amerykaninowi (który jest świetnym zawodnikiem i wykorzystał to, czego inni przed nim nie potrafili), wciąż wydaje mi się, że to Silva przegrał, a nie Weidman wygrał. Oczywiście, jako ktoś, kogo rodzina mieszka w Kurytybie, mogę być nieobiektywny :). Poczekajmy do rewanżu, powinien rozwiać wszelkie wątpliwości.

    „Warto jednak zauważyć, że zawodnicy średni i słabi, którzy występują w UFC, czyli zdecydowana większość, mają coraz większe problemy z pozyskiwaniem sponsorów”. Tak, ale jak sam piszesz, sytuacja finansowa USA jest wciąż niewesoła, a choć MMA ma tam swoje najgorsze lata za sobą, to wciąz jeszcze nie jest takim mainstreamowym sportem jak boks. Osobiście winię też UFC, którego polityka reklamowa i dziwne zapisy w kontraktach zawodników nie pomagają. Nie przypadkiem Reebok wykupił u nich licencję tylko na tę jedną walkę Hendricksa. Choć właśnie ten znak, jak i ostatnie decyzje Adidasa pozwalają wierzyć, że idzie na lepsze.

    Nie prognozuję też dynamicznego rozwoju, tylko planowe zdobywanie kolejnych przyczółków. Choć może być z tym różnie. Patrząc chociażby na wsponiane przez Ciebie PPV, obawiam się, że pierwsza impreza UFC w Polsce może też być ostanią. Ale poczekamy, zobaczmy.

    Pzdr!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here